Miałam pyknąć małą dwudziestkę i wrócić... No ale... ;)
Właściwie to planowałam pojechać na Balaton, poszaleć nieco na trasach przygotowanych akuratnie pod mój sprzęt. Planowałam... Ale po drodze jakoś się zamyśliłam nad czymś i... nagle znalazłam się w Mszanie na moście... :D :D :D
No dobra, niech będzie.... kawałek dalej powitała mnie tabliczka - taka niebieska - i oświadczyła, że jestem w powiecie i mieści pt Jastrzębie Zdrój :)
CZEMU NIE...
Właściwie to już od jakiegoś czasu plułam sobie w brodę, że Park Zdrojowy tak blisko, taki ładny, taki ciekawy a ja wciąż jeszcze tam nie zajechałam...
No i się stało - hurra, hurra!
W sumie to warto czasem tak pojechać przed siebie "bezmyślnie" :D
Pojeździłam sobie po parku, wypiłam MEGA pyszną kawę mrożoną, pstryknęłam kilka zdjęć, wysłałam kilka pozdrowień i pojechałam dalej.
Pogoda dopisała dziś genialnie, więc sobie obmyśliłam, że dogadam się z wujkiem google i pozwolę, żeby poprowadził mnie do domu drogą okrężnie nową :)
JAKA to była droga.... Ktoś kto lubi jechać prędko nie mógłby być dziś moim towarzyszem, bo straciłby cierpliwość przy moich „achach” i „ochach”.... widok gór był powalający – coś wspaniałego! Jechałam no i po prostu MUSIAŁAM co chwilę odwracać się za siebie i patrzeć, patrzeć patrzeć... :D niestety zdjęcie zrobione telefonem absolutnie nic nie pokazały :( wielka szkoda...
Po drodze postanowiłam, że wujkowi google podziękuję za współpracę i w Turzy Śląskiej go pożegnałam :) I to była BARDZO dobra decyzja, ponieważ jak tylko pojechałam inna trasą niż wcześniej chciał wujek, to po 5 minutach dojechałam do miejsca, które samo chyba mnie do siebie przyciągnęło.... TAK BARDZO potrzebowałam tych 30 minut (mniej więcej tyle)... w ciszy, oddychając powietrzem pachnącym modlitwą przytuloną do każdego kawałka ścian i ławek...
Z Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej pojechałam takimi uroczymi bocznymi uliczkami prosto do Pszowa no a stamtąd to już mały myk i.... dotarłam do domu.
Między Turzą a Pszowem mijałam kilka ciekawych miejsc, między innymi stary cmentarz. Teraz żałuję, że nie zatrzymałam się żeby wejść i tez to uwiecznić na foto – ale przynajmniej mam powód, żeby wrócić – a to zrobię na 100%, bo trasa byłam ŚWIETNA!
Aż dziw, że do tej pory nie znałam jej – ale tak to jest, jak człowiek jeździ tylko znajomymi drogami i w podobnych kierunkach, podczas gdy NOWE okazuje się z wielu powodów LEPSZE ;)
(powody jednak zachowam dla siebie, choć dziś jeden z nich mijałam - taki "opakowany" w czerwoną blachę - FATUM jakieś chyba, czy co??? - z czego w sumie powinnam być zadowolona, ponieważ w efekcie nastąpiło owo zamyślenie jakie powiodło mnie drogą przed siebie :D )
Udany dzień, bardzo – i to od samego wczesnego poranka, kiedy mgły jeszcze były w fazie opadania na uśpioną ziemię :) Ale to nie miejsce na podobne nie-rowerowe refleksje, więc zakończę mój kronikarski wpis :D :D :D
Ach, zapomniałabym... pod domem jeszcze skręciłam i zrobiłam małe kółko przez Niedobczyce, prosto do Parku Czempiela, zerknąć czy coś ciekawego się dzieje, bo to 800-lecie tej dzielnicy Rybnika. Nie było nic, co by mnie zainteresowało, więc nie przysiadłam nawet na chwilę. No i już mnie nieco żołądek upominał, że pora na obiadokolację.... ;)
Więc jestem w domu (wiem, zdania nie zaczyna się od "więc" ;) ) i byyyyczę się :D :D :D oczywiście ładnie opisując dzisiejszą mini wycieczkę.