Żeby mi się chciało tak, jak mi się nie chce, to skrobnęłabym nieco o dzisiejszym dniu...
Ale nie chce mi się.
58 km to nie tak wiele, ale wiatr, słońce i droga powrotna po okropnych wertepach jakoś mnie wykamały...
Po powrocie zdążyłam jedynie ekspresowo pod prysznic wskoczyć i pognałam tam, gdzie serce mnie ciągnęło.
No i teraz, najedzona, po Różańcu, po kilku wymienionych tu i ówdzie zdaniach po prostu sobie luzuję i..... następnym razem (jak ja to kiedyś robiłam, że tyle na wszystko miałam energii i siły.. czy ja się po prostu starzeję? )
Ale oczywiście zdjęcia wrzucam (opis pewnie uzupełnię, by nie było - a póki co.... filmiki niech same opowiedzą :) )






































