środa, 1 maja 2019

Majowo :)

Maj rozpoczął się fantastyczną pogodą, więc nie można było z tego nie skorzystać.
Początek drogi był dość tradycyjny jak dla mnie, bo najpierw Zalew Rybnicki a później Rudy (mniamniuśne lody zjadłam) i dalej na mój ulubiony Łężczok, gdzie tym razem wyjątkowo nie spędziłam dużo  czasu.








W drodze na Łężczok miałam okazję poznać nowe miejsce - tzw Hubertus. Swoją drogą az dziwne, że wczesniej tam nie dotarłam, przecież po tych okolicach jeździłam tak często... Ale jak to mówią, lepiej późno, niż wcale :)

Dodatkowym przystankiem były też Rudzkie Jankowice - przeurocza kapliczka św. Izydora, stojąca na rozwidleniu dróg. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nosa nie wsadziła w oknienko i nie zobaczyła, jak wygląda w środku. I jak? No tak, że chciałoby się wejśc i posiedzieć tam w ciszy...









Z Łężczoka droga poprowadziła przez obrzeża Raciborza, ścieżką przy Kanale Ulgi - bardzo fajny odcinek, szczególnie w tej porze roku.
Dalej myślałam o swojej tradycyjnej trasie, ale moja osoba towarzysząca stwierdził, że poprowadzi inaczej, stąd poznałam kolejne nowe miejsce - przyznam, że ładne, choc pewnie nie trafiłabym w tej chwili sama tam :) Zdjęć juz duzo nie robiłam, powiem tylko, że trzeba było nieco popedałować pod górę... Ale warto. Dla satysfakcji, widoku i smaku pomarańczy, która była jak niebo w gębie pod koniec wzniesienia. :)






Fajny był ten poczatek maja, dobrze się zapowiada ciąg dalszy. No i wenę może też będę miała lepszą do opisania trasy, bo dzisiaj to jakiś niż czuję :)