- Dzień I: (Rybnik - Gliwice) Świnoujście - Międzyzdroje - 54,46 km
- Dzień II: Międzyzdroje - Mrzeżyno - 75,36 km
- Dzień III: Mrzeżyno - Iwięcino - ok 80 km
- Dzień IV: Iwięcino - Rowy - 90,29 km
- Dzień V: Rowy - Łeba - ok 48 km
- Dzień VI: Łeba - Hel - ok 117 km
- Dzień VII: Hel...
Podsumowanie:
To był świetny czas, mnóstwo ładnych miejsc, doświadczenie różnego typu pogody, trasa (nawet jeśli były cięższe fragmenty) bardzo przyjemna i o naprawde niewielkim stopniu trudności.
Fajnie spędziliśmy wspólnie czas. W tym miejscu muszę wspomnieć o moich towarzyszach:
Zbyszek - swoim osobistym czarem potrafił załatwić mnóstwo spraw, w jakich "normalny" człowiek byłby odesłany "z kwitkiem", cały czas śledził różne możliwe drogi i dróżki na swoim GPS-ie, co było BARDZO wielkim wsparciem. Dzięki za fajne koszulki , w których mogliśmy się wspólnie prezentować w pewien słoneczny dzień :) No i wielkie dzięki za użyczenie termoaktywnej - OGROMNIE mi pomogła szczególnie przy zimnym noclegu w przyczepie i wcześniejszym spacerze nocnym przez plażę.
Rysiek - czasem wyprowadzaliśmy go z jego zrównoważenia, choć ten ocean spokoju ciężko wkurzyć (udało się raz, czego efektem było ekspresowe znalezienie przez niego noclegu w Iwięcinie - jednak gniew może być bardzo konstruktywny jak się okazuje). Rysiu - BARDZO Ci dziękuję, za każda poranna kawę i herbatę... to są takie "drobiazgi", które często przelatują prawie niezauważone, ale są BEZCENNE! Bóg Ci zapłać, że nawet w chwilach zgrzytów wykonywałeś w nasza stronę ten piękny gest miłości bliźniego :)
Panowie: dziękuję za wspólny czas, za to, co było nie tak przepraszam i życzę wam kolejnych wspaniałych przeżyć i udanych rowerowych wypraw - a kto wie, czy na jakiejś los nas nie zetknie ponownie.
Tego typu wyprawa nie była moim pierwszym doświadczeniem, choć pierwszy raz miałam okazję pokonać taką trasę z pełnym bagażem na rowerze. Można? Można. Myślę, że to nie był ostatni raz.
Droga wzdłuż linii Bałtyku jest naprawdę ładna, pomijając wszystkie to nadmorskie miejscowości, które (pomijając zwykłą komercję) mają naprawdę swój urok, jest to przede wszystkim obcowanie z naturą i jej potęgą - a może raczej z potęgą jej Stwórcy. Były takie odcinki, że żartowaliśmy, że wybraliśmy się nad morze, a jesteśmy w górach, czy na pustyni...
Myślę, ze wiele fajnych wspomnień będzie do mnie dochodzić jeszcze w najbliższym czasie, bo pamięć ludzka ma to do siebie, że dużo rzeczy koduje w podświadomości i dopiero później wydobywa je sukcesywnie "na powierzchnię".
Ciesze się że przejechałam ten odcinek, przede wszystkim ze względu na intencję jaką sobie obrałam. Jak Pan Bóg da, zdrowie, czas i finanse pozwolą, to od Helu w druga stronę tez pojadę - oczywiście z tego samego powodu. Tak sobie obiecałam :)
To chyba tyle... :)

Ładna trasa, planuję coś podobnego w pierwszym tygodniu czerwca, jadę pociągiem do Szczecina, następnie rower, do Peenemunde na wyspie Uznam a potem prosto do domu w Pruszczu Gdańskim. Większą cześć będę podróżował wybrzeżem, gdzieś na wysokości Ustki zamierzam odbić na Kaszuby,
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :]
Powodzenia, ja chcę tym razem pociągiem na Hel i stamtąd na wschów - Trójmiasto i później jakoś w dół Polski, jeszcze nie doprecyzowałam dokąd, bo póki co nie ma chętnych żeby mi towarzyszyli, a sama się nie wybiorę, tak z rozsądku :)
UsuńŚwietna przygoda, R10 to rewelacyjna trasa.
OdpowiedzUsuń👍👍👍
OdpowiedzUsuń