poniedziałek, 20 sierpnia 2018

36,90 km / 1g:41m:47s

Taaaaa, jeszcze po 18-tej, stojąc w kościele, mówiłam sobie w duchu, że jak tylko wrócę do domu, to kładę się do wyrka z bólu i nigdzie się nie ruszam... A po godzinie... 
No i tyle mnie łóżko widziało  ale kto wariatce zabroni? :) Nieistotne, że teraz moje myśli uciekają w kierunku apteczki i środków przeciwbólowych... istotne jest to, że było świetnie!
Poza fizycznymi dolegliwościami to czuję się rewelacyjnie (jednak dobrze tak sobie przewietrzyć głowę  bo tempo narzuciłam - jak na moją kondycję to naprawdę świetne, szczególnie na odcinku gdzie są "ulubione" podjazdy).
Dobrze było wrócić do "starych, dobrych" zwyczajów, choć godzina nieco wcześniejsza niż zwykle - no ale rozsądku trzeba używać, choćby w minimalnym stopniu, a ten podpowiedział, że samej w pewne trasy to byłaby głupota i świadome, dobrowolne łamanie przykazania "nie zabijaj" (bezpieczeństwo trzeba też brać pod uwagę).
Jednak duże plusy miało jeżdżenie w towarzystwie, w sumie to same plusy... ale tego nie ma sensu wspominać, bo było "dawno i nieprawda" - jak to się zwyczajowo mówi, kiedy ktoś...  no nieistotne już teraz.
Było kilka momentów, kiedy młodzi ludzie z samochodów zaczepki rzucali, raz nieco się nawet zlękłam... na szczęście pojechali w innym kierunku a ja byłam jakby nie patrzeć na oświetlonej drodze... hm, chyba trzeba pomyśleć o kupieniu sobie "pieprzówki" na podobne okazje.

Wracając do sedna - nie pomyślałam, że tak mi fajnie ta droga pójdzie, tylko etap od Zawady do centrum Pszowa spowolnił mnie, ale to raczej zrozumiałe - i tak uważam, że dałam sobie świetnie radę. Na tyle miałam energii, że kilka razy kusiło mnie, żeby skręcić w drugą stronę i wydłużyć trasę, ale.... ruszając obiecałam sobie "podróż sentymentalną", czyli przejechanie dokładnie takiej trasy, jaka była kiedyś "nasza" - ciekawa byłam, jak sobie poradzę...
Energia trzymała mnie jeszcze jak podjeżdżałam pod dom, więc odstawiłam rower, ogarnęłam nieco twarz z potu, przebrałam ciuchy, rozczesałam zlepione włosy i z biegu pognałam do biedry - zasłużyłam na piwo, a jak! swoją drogą, dlaczego w tym sklepie nie można kupić piwa z lodówki.... ??? oczywiście do tego dla neutralizacji dokupiłam ulubione frugo i....jak wracałam po schodach na swoje 2 piętro, to.... kolano dało się we znaki (chwała mu, że nie "obudziło się" w trasie).

Teraz odpoczywam, udaję, że mnie nie boli (kolano kolanem, ale trochę jednak zaszalałam, bo dziś to nie bardzo jednak powinnam była jeszcze serwować sobie takiego wysiłku...) i piszę te bzdety, sama nie wiem dlaczego... 
Pomyśleć, że usprawiedliwiałam się że nie przyjadę do Pszowa odwiedzić kogoś bo boli, bo dziś nie jest na to dzień, bo, bo, bo.... (choć jak mijałam tamto osiedle to kusiło żeby jednak wpaść...)
Dobra, dosyć tego marudzenia, tego słowotoku (a może to odreagowanie natłoku myśli, które pozostaną tylko dla mnie... )
BTW - dzisiaj pobiłam swój rekord średniej prędkości (tak mi się wydaje)


niedziela, 19 sierpnia 2018

Mały wyskok


Takie spokojne popołudnie, bo na więcej nie mogłam sobie dziś pozwolić. Może dzięki temu choć teraz kilka słów tu wstukuję.
Pojechałam do Pszowa, a później skręciłam w jedno takie miejsce, z którym mam pewne wspomnienia... Nie byłam tam od... prawie 3 lat. Kilka minut, spokój drzew, ciepło słońca, barwa kwiatów.... Ostatni raz to był późny wieczór, a właściwie to prawie noc...
Miałam ochotę jeździć, jeździć i jeździć.... wyjeździć myśli jakie kłębiły się w głowie - ale wiedziałam, że ten dzień nie jest na to dobry, więc nieco okrężną drogą wróciłam i spędziłam czas wdychając solankę, jedząc loda i... przysypiając na leżaku.
Jeszcze tam wrócę, niektóre wspomnienia należy przeżyć do końca i wyrzucić z głowy...

piątek, 17 sierpnia 2018

Potrzebne, przyjemne, pożyteczne

Dzień rozpoczęłam w przychodni - badania jakie muszę robić co jakiś czas.. Po wyjściu i zdjęciu opatrunku od razu pojechałam na Studzienkę do Jankowic. Gna mnie w to miejsce... Bardzo się cieszę, że tak blisko mam zakątek, w którym mogę ODDYCHAĆ.

Później miałam umówione spotkanie w Wodzisławiu, więc wyznaczyłam trasę do konkretnego punktu i cieszyłam się pogodą, jazdą i poznawaniem okolicy od strony, jaką wcześniej nie jechałam.

To tak może pokrótce.

Lubię dobrze wykorzystywać wolny czas, choć am świadomość, że w życiu i tak wciąż za dużo marnuję go na sprawy nieistotne...



środa, 15 sierpnia 2018

spacerowe popołudnie :)

Bardzo spacerowe - ale przyznam, że czasem tak też jest fajnie ;) Bo kto powiedział, że trzeba tempo trzymać.... ;) A i tak towarzysza mego "przeczołgałam", bo wcześniej mówił, że dla niego max to 20km...