To była decyzja dosłownie w 10 minut -
zebrałam się w 5 i.... jeszcze tak nie jechałam nigdzie - totalnie
na Hurra! Ale warto było!
Do
Pszczyny droga prowadziła właściwie samymi szosami, co
niekoniecznie lubię, ale za to na miejscu w Parku przyjemnie było
usiąść w zieleni drzew i pozwolić sobie na totalne wytchnienie -
taki odpoczynek dla ciała ale i dla umysłu - lubię to.
Trochę
żałuję, że nie wpadłam na lody na Rynek, ale jakoś ciągnęło
mnie już dalej - do jednego z moich ulubionych miejsc.
Ogrody
Kapias w Goczałkowicach... CUDOWNE! Tutaj to sobie dogodziłam - i
to nie tylko lodami, ale dwoma godzinami wśród kwiatów, krzewów,
drzew - chodząc alejkami, siadając na ławeczkach, kąpiąc się w
promieniach słońca (mimo że wcześniej w drodze i tak dało się
we znaki), oddychając powietrzem dalekim od miasta...
Dobrze przyjechać tu w środku tygodnia, kiedy nie ma ludzi, jest taki totalny spokój... no i mogłam do woli pstrykać zdjęć, specjalnie po to wiozłam w tym upale taki kawał drogi mój potwornie ciężki aparat.
Mogłabym
tam siedzieć do wieczora i na upartego wracać pociągiem, bo stacja
jest oddalona o 15 minut pieszo, ale chciałam jednak zrobić całą
trasę na rowerze no i dodatkowo przyszła mi ochota, by objechać
zbiornik Goczałkowicki - już kiedyś sobie to obiecywałam.
Teren
jest wspaniały do jeżdżenia - z każdej strony. Za pierwszym razem
pamiętam że GPS wyprowadził mnie i mojego towarzysza prawie w
środek jeziora, tym razem więc byłam uważniejsza i sama sobie
mapę modyfikowałam co kawałek. Jedynym dość uciążliwym
mankamentem było to, że w lecie naokoło jeziora paręnaście
kilometrowej jechało się... płytami - to było okropne... No ale
za to było przyjemnie wśród drzew, taka cisza, spokój, zapach
chwilami jak w mazurskich stronach.
Ostatnie
kilometry czułam zmęczenie - zaczynały szczypać spieczone słońcem
plecy i ramiona, chciało mi się już powoli jeść (proteinowe
batoniki, bułki i owoce kupione wcześniej po drodze to jednak było
za mało).
Dotarłam
jednak do domu mega zadowolona. To był bardzo udany spontaniczny
wypad. Musze przyznać, ze chyba jednak jeszcze się aż tak nie
starzeję, skoro stać mnie było na ową odrobinę szaleństwa ot,
tak - z rozpędu.























































