Camino 2015





Wyprawa życia, pielgrzymka, wycieczka… jakkolwiek by nie nazwać Camino de Santiago, jest to przede wszystkim decyzja – o przekraczaniu własnych ograniczeń; fizycznych, psychicznych, duchowych. Jeśli ktoś uważa, że to czas relaksu, odpoczynku i dobrej zabawy, to jest w wielkim błędzie. Nikogo nie powinna zmylić opalenizna tych, którzy wracają ze szlaku św. Jakuba, bo wraz z ogorzałymi od słońca twarzami, przywozimy stamtąd przede wszystkim doświadczenie wielkiego wysiłku, wyrzeczeń, poświęcenia…

Nasza pielgrzymka do Santiago de Compostela zaczęła się w pięknej i bogatej w tradycje Lizbonie. Na szlak wyruszyliśmy po jednodniowym „rozruchu”, nie brakowało nam energii, chęci i zapału. Od początku trasa była bardzo wymagająca, teren z wieloma wzniesieniami, trudnym podłożem, do tego z nieba lał się żar… Bardzo szybko zweryfikowaliśmy nasze wcześniejsze wyobrażenia o czasie, jaki mieliśmy spędzić w siodełkach. Każdego dnia kilometrów przybywało – i nie tylko kilometrów, ale i zmęczenia, bólu w mięśniach, małych chwil zwątpienia, czy aby dam radę… W drodze przytrafiały się różne usterki i awarie rowerów, kilka dziur w dętkach, zerwane czy też spadające łańcuchy, wykrzywione pedały, rozregulowane przerzutki… Z pewnością nie była to przejażdżka utartymi i równymi drogami.
Po przekroczeniu granicy z Hiszpanią „zasmakowaliśmy” jazdy w prawdziwej ulewie, która towarzyszyła nam – na szczęście z dłuższymi przerwami – przez dwa dni. Nasz wysiłek wynagradzały nam za to przepiękne widoki, kiedy pokonywaliśmy długie odcinki wzdłuż linii brzegu Atlantyku.
Myślę, że w czasie tych 8 dni na siodełku roweru, każdy z nas miał jakiś moment kryzysu – mniejszy lub większy, fizyczny, emocjonalny, może duchowy… Ze swojej strony mogę napisać, że siły dodawała codzienna Eucharystia – odprawiana w różnych miejscach, w różnych warunkach ale przecież to zawsze ten sam Pan Jezus karmiący nas sobą. Ważna była też świadomość, dlaczego podjęło się podobny trud, jaką intencję ze sobą wiozę, dlaczego jadę aż na „kraniec świata” w tak wielkim stopniu zmęczenia…


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz