Pobudka w Iwięcinie. Szybkie zebranie się i w drogę.
Na zdjęciach PRZEPIĘKNE wnętrze kościoła iwięcińskiego, którego niestety nie udało się zobaczyć (fotki z netu - szukałam informacji o tym miejscu bo bardzo chciałam je pokazać)
Msza św. w Dąbkach - Ulewa w trakcie (Najwyższy czuwał, że nie pojechaliśmy do następnej wsi, bo bylibyśmy przemoczeni doszczętnie). Swoją drogą ciekawe wnętrze jak na świątynię... ale w sumie najważniejsze jest i tak to, że była Msza św. i można było nabrać sił... :)
Następnie Darłowo - tam solidne śniadanie (nareszcie!) i potem prosto do Jarosławca.
Po drodze mieliśmy okazję przejechać - a raczej przekroczyć ;) kanał łączący Jezioro Kopań z Morzem Bałtyckim - swoja droga bardzo urokliwe miejsce - szkoda, że trafiliśmy w kiepskim momencie pogodowym, bo wiało strasznie i było dość chłodno. Ale za to droga była bardzo przyjemna i niebo nad głowami niesamowicie... kreatywne (jak to określiłaby pewna osoba). Zawsze zachwycam się kiedy na nieboskłonie takie "historie" się dzieją..... jestem chmurolubne stworzenie ;)
UWAGA: Teraz masówka zdjęć, ale... no jak nie pokazać takich wspaniałości? ;)
NO dobra, teraz poważniej.
W Jarosławcu zrobiliśmy sobie fajną przerwę w promieniach słonecznych - to był czas na rozwieszenie gdzie się dało ubrań zmoczonych przez miniony deszcz.
Od Jarosławca nasza droga prowadziła już bardziej w lądzie niż nad samym brzegiem morza. Tak dojechaliśmy do Ustki. Cieszę się, że mogłam tam spędzić kilka chwil, zawsze chciałam zobaczyć latarnię w Ustce (myślałam, że jest większa) i zwiedzić Muzeum Marynarki Wojennej (niestety nie udało się).
Po Ustce zostało nam już jechać bezpośrednio do Rowów - po drodze na krótka chwilę zjechaliśmy na Wydmę Orzechowską - ładne miejsce - no i dalej...
Do Rowów dotarliśmy pod sam wieczór - było nieco zachodu z noclegiem, ale w końcu dostaliśmy dwie przyczepki kempingowe - w jednej umieściliśmy bagaże a w drugiej (dla mnie paskudne warunki) - spaliśmy. Ale przed snem zostało zaliczone grzane wino (okropnie przemarznięta byłam i bardzo tego potrzebowałam) no i nocny spacer po plaży (do wielkiego namiotu, w którym można było oglądać transmisję meczu).
Potem jeszcze "nocne polaków rozmowy" przed snem i.... tak by wyglądało zakończenie naszego 4 dnia przemierzania polskiego wybrzeża - tym razem 90,29 km





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz