Właściwie to moje pedałowanie w stronę Helu mogę zacząć juz w... Rybniku, bo aby dotrzeć do Świnoujścia, musiałam najpierw (oczywiście rowerem) dojechać na PKP w Gliwicach.
Tak więc dla mnie pierwszy etap zaczął się w czwartek, 10 sierpnia 2017r o godz. 4:46 w Rybniku :)
Początek był mega nieciekawy, bo nie ujechałam jeszcze 10 minut i musiałam uciekać przed nawałnicą, która jak później się okazało, przeszła tuż obok mnie - choć w pewnej chwili o mało nie zawróciłam, bo było niesamowicie groźnie...
Ale ja się szybko nie poddaję, więc walcząc z wiatrem spychającym z drogi i pochylającym drzewa prawie do ziemi (specjalnie jechałam nie trasą tą co zawsze, ale właśnie głównymi szosami, żeby w razie przywalenia jakimś latającym konarem można było łatwo mnie z drogi pozbierać) jechałam z duszą na ramieniu i chyba wszystkie możliwe modlitwy odmawiałam.... Serio - miałam potężnego stracha, ale w głowie tylko jedną myśl; "Jezu, ufam Tobie, wiesz dlaczego jadę, dla kogo chcę to zrobić, pozwoliłeś mi wybrać się w tą trasę, to teraz troszcz się Ty"
No i dojechałam, nawałnica naprawdę poszła w bok (ale nigdy nie chciałabym przeżyć tego znowu). Na dworcu w Gliwicach znalazłam się mega szybko, co mnie samą zdziwiło, zważywszy na pełne obagażowanie roweru, które miało swoją sporą wagę... No, ale jak to bywa, stres wyzwolił chyba dodatkowe pokłady energii.
Pijąc pyszną kawę w dworcowej kawiarence czekałam na resztę ekipy - Zbyszka i Ryśka. Dalsza część drogi to ICC prosto do Świnoujścia - muszę przyznać, że pierwszy raz jechałam pociągiem w takiej wygodzie i komforcie - i to wcale nie pierwszą klasą ;)
Ale ja się szybko nie poddaję, więc walcząc z wiatrem spychającym z drogi i pochylającym drzewa prawie do ziemi (specjalnie jechałam nie trasą tą co zawsze, ale właśnie głównymi szosami, żeby w razie przywalenia jakimś latającym konarem można było łatwo mnie z drogi pozbierać) jechałam z duszą na ramieniu i chyba wszystkie możliwe modlitwy odmawiałam.... Serio - miałam potężnego stracha, ale w głowie tylko jedną myśl; "Jezu, ufam Tobie, wiesz dlaczego jadę, dla kogo chcę to zrobić, pozwoliłeś mi wybrać się w tą trasę, to teraz troszcz się Ty"
No i dojechałam, nawałnica naprawdę poszła w bok (ale nigdy nie chciałabym przeżyć tego znowu). Na dworcu w Gliwicach znalazłam się mega szybko, co mnie samą zdziwiło, zważywszy na pełne obagażowanie roweru, które miało swoją sporą wagę... No, ale jak to bywa, stres wyzwolił chyba dodatkowe pokłady energii.
Pijąc pyszną kawę w dworcowej kawiarence czekałam na resztę ekipy - Zbyszka i Ryśka. Dalsza część drogi to ICC prosto do Świnoujścia - muszę przyznać, że pierwszy raz jechałam pociągiem w takiej wygodzie i komforcie - i to wcale nie pierwszą klasą ;)
Do Świnoujścia dotarliśmy w godzinach popołudniowych. Zrobiliśmy mega krótką rundkę po jednej i po drugiej stronie (oczywiście przeprawa promem), po czym udaliśmy się do Międzyzdrojów.
W sumie to czuję pewien niedosyt tego pierwszego miejsca - nie zobaczyliśmy tam właściwie nic, a przecież można było rozpocząć od choćby latarni morskiej - byliśmy tak blisko.... No ale może to jeden z powodów, żeby tam wrócić ;)
Międzyzdroje to było takie nasze przywitanie z morzem, pierwsze zanurzenie nóg w słonej wodzie, pierwsze nadmorskie fotki, później szukanie noclegu, ogarnięcie się no i wieczorny spacer Aleją Gwiazd i promenadą.
Jeśli ktoś będzie kiedyś szukał noclegów w Międzyzdrojach, to gorąco zachęcam do pensjonatu na ul. Emilii Plater 29 - fajna atmosfera, przytulne miejsce, mega wygodne łóżko :)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz