sobota, 13 czerwca 2015

Camino 2015 - Dzień VII

Vila do Conde - Mougas: dystans 102,15 km


Poranek przywitał nas chmurami i deszczem. Zwinęliśmy się dość szybko, bo do godz. 8-mej musieliśmy opuścić miejsce noclegu. Z tego powodu Msza św została zaplanowana dopiero na wieczór.


Kolejną zmianą była osoba przewodnika - Kubę bolało kolano i zastąpił go Krzysiek - niestety zbyt długo nie pokręcił na rowerze, bo wjechało w niego auto i dość mocno strzaskał sobie kolano. Po opatrzeniu go dojechaliśmy pod market, skąd ponownie w drogę zabrał nas Kuba.


Dzisiejsza trasa prowadziła w większości asfaltem, więc pokonaliśmy większy odcinek niż zazwyczaj. Niestety pogoda nie sprzyjała. Było co prawda nieco rozpogodzeń, ale w całokształcie ciężko było zdążyć je odczuć. Na szczęście widoki które towarzyszyły jeździe wzdłuż oceanu rekompensowały deszczową aurę.



W Viana de Castelo skorzystaliśmy z fajnego lokalu z widokiem na plażę i ocean, i zjedliśmy obiad. To bardzo się przydało przed dalszą drogą. Ten dzień był obfity w zawracanie, zmienianie szlaku, małe błądzenie - ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - dzięki temu udało się nam zaoszczędzić jakieś 20 km, ponieważ dokładnie taki odcinek nadrobiliśmy korzystając z przeprawy promem zamiast zrobienia "kółeczka" szosą :) W ten sposób przekroczyliśmy granicę państwa - przepływając z miejscowości Caminha w Portugalii do miejscowości A Guarda w Hiszpanii.



Przejazd przez Galicję zachwycił mnie - piękny region, droga prawie po samo albergue prowadziła nad skalistym wybrzeżem Atlantyku, mijaliśmy małe miejscowości, malutkie plaże takie jak Praia Area Grande, dużo punktów widokowych - np Mirador de Tio Rincho, Miradoiro da Punta Bazar itd.


Od pewnego momentu aż do Albergue Turístico Aguncheiro w Mougas jechaliśmy w deszczu, był w pewnym momencie tak duży, że kiedy dojechaliśmy na miejsce byliśmy doszczętnie przemoczeni a jeszcze okazało się, ze dotarliśmy wcześniej niż Krzysiek samochodem z naszymi bagażami, więc czekaliśmy na niego tacy ociekający woda. Ale najważniejsze, że byliśmy na miejscu :) A albergue jest warte polecenia - dobre warunki, przytulne miejsce - tego potrzebowałam :)


Dzień zakończyliśmy Mszą św. - wykąpani, w suchych ubraniach, rozgrzani i zadowoleni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz