Alvaiazere - Coimbra: dystans
62,03 km
Rano - tradycyjnie po
Mszy św - ruszyliśmy w trasę. Dystans cieszył, choć z drugiej
strony był zapowiedzią ostrego terenu. I tak też było.
Większość drogi
prowadziła drogami polnymi, leśnymi, szutrami i kamieniem. Niektóre
momenty do były mocne podjazdy po takich wertepach, że aż dziwne,
że mój rower to przetrwał... No i nie tylko rower, bo moje cztery
litery też.
Bardzo, Bardzo, Bardzo
fajnym akcentem było raczenie się pomarańczami, które zrywaliśmy
prosto z drzewa w jakimś opuszczonym ogrodzie. Swoją drogą w
mijanej okolicy mnóstwo było takich ogrodów, czasami małych
domeczków... Przypuszczam, ze to sytuacja ekonomiczna spowodowała,
że ich właściciele wynieśli się "za chlebem".
Pomarańcze chyba będę pamiętać zawsze - smakowały wybornie,
całkiem inaczej niż te wszystkie kupowane w sklepach - czegoś
takiego wcześniej nigdy nie jadłam :) Pomijając już to, że nigdy
wcześniej nie zrywałam ich z drzewa :) Trochę zabraliśmy na
drogę, bo jak wiadomo cytrusy są świetnym "schładzaczem"
organizmu w upał - a tego też nam nie brakowało...
To był dobry dzień na
podziwianie przyrody - niesamowite mnóstwo kwitnących krzewów o
takich barwach, jakie nie śniły mi się, o kwiatach tak pięknych,
że chciałoby się móc już do końca jechać wśród nich. Nie
brakowało też specyficznych widoków gór czy pagórków,
roślinności chyba typowej dla tego gorącego klimatu. Jedno co mi
się rzuciło w oczy, to.... brak ptaków - choć przypuszczam, ze z
racji temperatury pokazywały się wczesnym rankiem i później
dopiero wieczorem.
Jeśli chodzi o wieczór,
to dopiero o tej porze dotarliśmy do miejsca noclegowego, czyli do
Coimbry. To dość duże i PIĘKNE miasto. Niestety zbyt wiele czasu
na zwiedzanie nie było, bo zanim po przyjeździe się umyliśmy (a
ten ostatni podjazd pod sam hotel był okropnie wyczerpujący ze
względu na nachylenie terenu), zaczynało szarzeć. Poszliśmy co
prawda w teren ale był to mega pobieżny spacer.
Ten dzień był opisany
jako bardzo trudny i bałam się go. Teraz stwierdzam, ze jednak
każdy inaczej znosi różnego rodzaju trudy i określenie czegoś w
stu procentach nie zawsze się sprawdza - dla mnie było ok. W sumie
to dziwię się, że po wczorajszym morderczym dniu, ten dzień
pokonałam w taki sposób - myślę, że to nie tylko siły fizyczne
się liczą, nie tyle sprzęt czy kondycja ciała, ale dużą rolę
odgrywa jeszcze kondycja i stan ducha... Jestem przekonana, że
codzienna Komunia dodawała sił w tych najtrudniejszych momentach.










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz