Lizbona / Vila Franca de Xira - Golega: dystans 82,14 km
Na dzień dobry POKARM -
dla duszy Msza św., dla ciała - śniadanie. Pakowanie bagaży do
przyczepy, wsiadania na rower i... w drogę.
Tyle że nasze kręcenie
zaczęliśmy właściwie od... pociągu w Lizbonie. Tak zostało to
ustalone, żebyśmy mogli na nocleg dojechać dalej niż według
pierwotnych planów. (co - jak czas pokazał - okazało się całkiem
trafną decyzją). Tak więc wsiedliśmy w pociąg w Lizbonie a
wysiedliśmy w Vila Franca de Xira, skąd ruszyliśmy w trasę -
pełni zapału, radości i z podekscytowaniem charakterystycznym dla
każdej rozpoczynającej się przygody.
Ten dzień należał do
bardzo spokojnych - nie licząc pierwszego podjazdu, który był dla
nas tzw. "chrztem bojowym" - jechaliśmy w przeważającej
części szosą, niewiele było dróg polnych czy szutru, teren nie
należał do wymagających. We znaki dawał się jedynie upał, który
przysporzył nieco trudności. Ja miałam swoje podwójne słoneczne
cierpienie, bo poparzenia z jeżdżenia po Lizbonie okazały się
nieźle mi dokuczać - musiałam jechać w długim rękawie... No ale
"mam za swoje" ;)
Przez Sanatarem właściwie
tylko przejechaliśmy, choć to właśnie tutaj był wcześniej
planowany pierwszy nocleg na trasie. Trochę szkoda, bo miasto jest
dość ładne, no ale zmęczenie upałem bardziej prowadziło nasze
myśli do miejsca docelowego niż do zwiedzania.
Przed 16-tą zaliczyliśmy
postój pod Lidlem, każdy mógł zaopatrzyć się z jedzenie i picie
na dalszą drogę no i odsapnąć... Ale taki dłuższy odpoczynek
mieliśmy niecałą godziną później - kiedy w tandemie Marka i
Maryli zepsuł się hamulec - wtedy poczuliśmy, jak bardzo była nam
jednak ta przerwa potrzebna...
Dzień zakończył się
po 18-tej w Golega - tam rozlokowaliśmy się na nocleg. Z wielką
ulgą poszłam pod prysznic a później na portugalską kolację z
obiadem, czyli do każdego dania jajecznica :D
Golega jest malutką
miejscowością, jest tam za to piękny kościółek z bardzo
specyficznym prezbiterium i ołtarzami bocznymi w całości
wykonanymi z... kafelek. Płytki w części ołtarzowej przedstawiają
wizerunek św. Rity w momencie, kiedy otrzymywała stygmat.
Kolorystyka jest mdła i nieciekawa, ale ogólnie wnętrze daje nawet
dość ciepły klimat - mnie urzekła jednak najmocniej ta Rita na
kafelkach...
Nocleg wspominam z tego
powodu, że... spałam na balkonie :) Nie z braku miejsca ale tam
było przyjemnie, bez upału i do nocy gawędziliśmy z kilkoma
osobami, które też tą formę odpoczynku wybrały.








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz