poniedziałek, 8 czerwca 2015

Camino 2015 - Dzień II

Lizbona / Vila Franca de Xira - Golega: dystans 82,14 km


Na dzień dobry POKARM - dla duszy Msza św., dla ciała - śniadanie. Pakowanie bagaży do przyczepy, wsiadania na rower i... w drogę.

Tyle że nasze kręcenie zaczęliśmy właściwie od... pociągu w Lizbonie. Tak zostało to ustalone, żebyśmy mogli na nocleg dojechać dalej niż według pierwotnych planów. (co - jak czas pokazał - okazało się całkiem trafną decyzją). Tak więc wsiedliśmy w pociąg w Lizbonie a wysiedliśmy w Vila Franca de Xira, skąd ruszyliśmy w trasę - pełni zapału, radości i z podekscytowaniem charakterystycznym dla każdej rozpoczynającej się przygody.


Ten dzień należał do bardzo spokojnych - nie licząc pierwszego podjazdu, który był dla nas tzw. "chrztem bojowym" - jechaliśmy w przeważającej części szosą, niewiele było dróg polnych czy szutru, teren nie należał do wymagających. We znaki dawał się jedynie upał, który przysporzył nieco trudności. Ja miałam swoje podwójne słoneczne cierpienie, bo poparzenia z jeżdżenia po Lizbonie okazały się nieźle mi dokuczać - musiałam jechać w długim rękawie... No ale "mam za swoje" ;)


Przez Sanatarem właściwie tylko przejechaliśmy, choć to właśnie tutaj był wcześniej planowany pierwszy nocleg na trasie. Trochę szkoda, bo miasto jest dość ładne, no ale zmęczenie upałem bardziej prowadziło nasze myśli do miejsca docelowego niż do zwiedzania.
Przed 16-tą zaliczyliśmy postój pod Lidlem, każdy mógł zaopatrzyć się z jedzenie i picie na dalszą drogę no i odsapnąć... Ale taki dłuższy odpoczynek mieliśmy niecałą godziną później - kiedy w tandemie Marka i Maryli zepsuł się hamulec - wtedy poczuliśmy, jak bardzo była nam jednak ta przerwa potrzebna...




Dzień zakończył się po 18-tej w Golega - tam rozlokowaliśmy się na nocleg. Z wielką ulgą poszłam pod prysznic a później na portugalską kolację z obiadem, czyli do każdego dania jajecznica :D
Golega jest malutką miejscowością, jest tam za to piękny kościółek z bardzo specyficznym prezbiterium i ołtarzami bocznymi w całości wykonanymi z... kafelek. Płytki w części ołtarzowej przedstawiają wizerunek św. Rity w momencie, kiedy otrzymywała stygmat. Kolorystyka jest mdła i nieciekawa, ale ogólnie wnętrze daje nawet dość ciepły klimat - mnie urzekła jednak najmocniej ta Rita na kafelkach...


Nocleg wspominam z tego powodu, że... spałam na balkonie :) Nie z braku miejsca ale tam było przyjemnie, bez upału i do nocy gawędziliśmy z kilkoma osobami, które też tą formę odpoczynku wybrały.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz