niedziela, 7 czerwca 2015

Camino 2015 - Dzień I

Zwiedzanie Lizbony - część rowerowa ( dystans 25 km) i piesza.



"Panie dobry jak chleb", czyli... Msza św. sprawowana w... kuchni naszego miejsca zakwaterowania :) na dobry początek dnia i w ogóle całej naszej wyprawy do Santiago. Później śniadanie, składanie w garażu naszych rowerów, no i prosto na ulice Lizbony. Wrażenia po przejechaniu pierwszych kilku ulic? Ano takie, że Portugalczycy nie uznają czegoś takiego, jak zasady ruchu drogowego - u nich zasadą jest "jak kto chce, byle nic nikomu się nie stało". W sumie ciekawe doświadczenie.

Nasze poznawanie stolicy Portugalii rozpoczęliśmy od Praca do Comercio - placu usytuowanego na brzegu rzeki Tag, zaraz przy reprezentacyjnym deptaku Lizbony - Rua Augusta. Głównym elementem tego największego placu dzielnicy Baixa jest statua jeźdźca przedstawiająca króla portugalskiego Józefa I. Następnie przejechaliśmy pod słynny wiszący Most 25 kwietnia, który łączy Lizbonę z gminą Almada na lewym brzegu rzeki Tag.




Kolejny punkt naszego zwiedzania to Torre de Belem – militarna budowla będąca jedną z największych atrakcji turystycznych miasta. To jedno z tych miejsc, które bardzo chciałabym móc zwiedzić - wtedy czasu na to nie było, bo w planach był kolejny punkt programu, czyli klasztor Hieronimitów - wielki kompleks klasztorny. Tam spędziliśmy trochę czasu, chroniąc się nieco w cieniu starych murów przez żarem lejącym się z nieba (a żar dał nam w kość, bo żeby wejść na teren klasztoru trzeba było czekać w strasznie długiej kolejce, w pełnym słońcu...)

Mówi się, że być w Lizbonie i nie zobaczyć Mosteiro dos Jeronimos, to jak być w Paryżu i nie widzieć Wieży Eiffela - tak więc dopełniliśmy zwyczaju zwiedzając wnętrze. Cały kompleks to doskonały przykład portugalskiego stylu manuelińskiego, który charakteryzują zdobienia o motywach orientalnych i morskich. Mnie zachwyciły wszystkie te drobiazgi w niesamowitej ilości, chyba trzeba byłoby spędzić tam przynajmniej dwa dni, żeby móc zobaczyć dokładnie te finezyjne wieże, ściany, łuki, zaułki, korytarze itp. No i dla mnie wielka stratą jest to, że nie zobaczyliśmy tam kościoła Santa Maria de Belem...



Po przyjemnym ochłodzeniu się - no i przy okazji odpoczynku od słońca (a te spiekło mi okropnie łopatki, bo jeździłam w bokserce) - udaliśmy się w kierunku Miradouro de Sao Pedro de Alcantara - jednego z najlepszych punktów widokowych w mieście - dwupoziomowy park w dzielnicy Barrio Alto oferuje widoki na stare miasto, Alfamę z zamkiem św. Jerzego i nową część Lizbony. Tu poświęciliśmy dłuższą chwilę na odpoczynek i napawanie się tym pięknym widokiem.

Punkt widokowy św. Piotra z Alcantary jest jednym z najwyższych punktów widokowych w Lizbonie. Wjazd tam rowerami dał nam popalić, tym bardziej, że upał był... Ale to - jak się potem okazało - była zapowiedź innych, nawet gorszych podjazdów na różnych etapach drogi, więc taka rozgrzewka była niczego sobie.


Niestety zjeżdżając w dół, w kierunku Plaza Camones, jeden z naszych uczestników zaliczył wywrotkę spowodowaną wjechaniem w szynę tramwajową, których siatka oplata lizbońskie uliczki... Bogu dziękować, że nic złego się nie stało, ale wyglądało to bardzo groźnie - we mnie na moment dosłownie serce zamarło... (no ale osoba ta była strzeżona podwójnie - bo ksiądz - więc nic dziwnego, że tylko tak to się skończyło ;) - no i muszę jeszcze wspomnieć, że ulica którą zjeżdżaliśmy nazywa się ulica Miłosierdzia - znaczące, prawda? Pan Bóg okazał miłosierdzie swojemu człowiekowi i nie dał się mu potłuc za mocno).

Następnym miejscem, w którym zatrzymaliśmy się, był mały plac przy kościele św. Antoniego. Był to akurat czas Festas de Lisboa. Jest to okres związany z czcią oddawana św. Antoniemu z Padwy, który urodził się w Lizbonie. Niestety kościoła pod jego wezwaniem nie zobaczyłam inaczej jak tylko z zewnątrz, ponieważ czasu dużo nie mieliśmy. Dla mnie wspaniałym było to, że mogłam za to wejście do Katedry Najświętszej Maryi Panny, która właściwie stoi na zakręcie tej samej ulicy, dosłownie kilka kroków dalej. Z uwagi na mój strój nie ośmieliłam się wejść w głąb świątyni, za to spędziłam kilka cudownych chwil mogąc adorować wystawiony akurat Najświętszy Sakrament - dla mnie był to BARDZO szczególny moment :)


To było takie dobre zakończenie rowerowej części zwiedzania Lizbony. Po powrocie niektórzy z nas zrobili sobie 3 godzinny spacer tym razem nogami, żeby zwiedzić inne części miasta, choć już nie tak odległe. 


Stwierdzam, ze Lizbona jest WSPANIAŁA i bardzo chciałabym móc spędzić tam kiedyś przynajmniej kilka dni, żeby zobaczyć całe mnóstwo niezwykłych miejsc jakie nie dane nam było zobaczyć inaczej jak tylko z poziomu roweru i to bez zatrzymywania się. Nie będę już przynudzać opisując piękne elewacje budynków, sprzedaż uliczna, fontanny, wzgórza, pomniki... bądź co bądź głównym "tematem" jest to rower :D 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz