No i się wybraliśmy. Tak z samego rana, przez Pszów, Buków, Lubomię aż do samego Łężczoka. Nawet fajnie szybko nam to poszło. Pogoda dopisywała, było cudownie ciepło, ale jak to przy maju bez niepotrzebnych upałów.
Na Łężczoku długo nie zabawiliśmy, bo był plan określający ile mamy czasu na powrót - mój do Rybnika a mojego towarzysza do Radlina. Nawet zdjęć jakoś nie robiłam - może bardziej skupiona tym razem na.... rozmowie - bo to był taki ważny rowerowy dzień... Ale to pozostawie sobie - zapamiętam napewno, że to właśnie wtedy odważyłam się przyznać, że zauważyłam pewne sprawy...
Z Łężczoka pojechaliśmy w kierunku Nędzy i tak nieco klucząc po lasach przedarliśmy się na drogę do Rud. Tam w parku zrobiliśmy sobie fajną przerwę, pojedliśmy, odpoczęliśmy - psychicznie i fizycznie...
Reszta drogi to już taki przysłowiowy "pikuś"... przez Zalew do domów. Ten dzień pozostawił coś ważnego po sobie - modlę się, żeby owoce były dobre - ale to dopiero przyszłość pokaże...
Na Łężczoku długo nie zabawiliśmy, bo był plan określający ile mamy czasu na powrót - mój do Rybnika a mojego towarzysza do Radlina. Nawet zdjęć jakoś nie robiłam - może bardziej skupiona tym razem na.... rozmowie - bo to był taki ważny rowerowy dzień... Ale to pozostawie sobie - zapamiętam napewno, że to właśnie wtedy odważyłam się przyznać, że zauważyłam pewne sprawy...
Z Łężczoka pojechaliśmy w kierunku Nędzy i tak nieco klucząc po lasach przedarliśmy się na drogę do Rud. Tam w parku zrobiliśmy sobie fajną przerwę, pojedliśmy, odpoczęliśmy - psychicznie i fizycznie...
Reszta drogi to już taki przysłowiowy "pikuś"... przez Zalew do domów. Ten dzień pozostawił coś ważnego po sobie - modlę się, żeby owoce były dobre - ale to dopiero przyszłość pokaże...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz