Po wczorajszym Wielikącie apetyt mi się zaostrzył i.... poszło - prosto po kluczu stawów, czyli nieco dalej, bo w kierunku Raciborza, na Łężczok.
Droga przyjemna, zarówno asfalt jak i leśne czy polne ścieżki - to było takim trochę przetarciem szlaków, bo na Łężczok można różnymi drogami dotrzeć - wybór padł na chyba najkrótszą, żeby czasu na miejscu było więcej na odpoczynek i cieszenie się naturą.
Łężczok jest cudowny - tutaj ładuje się akumulatory po całym tygodniu pracy, tutaj wysiłek fizyczny nie odbiera sił a wręcz ich dodaje. Cieszę się ogromnie, że mogłam się podzielić tym moi ulubionym zakątkiem z kimś dla mnie szczególnym - też jako rodzaj wdzięczności za to, że troche ponad miesiąc wstecz on podzielił się swoi szczeglónym miejscem ze mną... I to baaaardzo daleko stąd :)

Kolejny rowerowy dzień uznaję za bardzo udany. Szkoda tylko, że nie dojechaliśmy w "komplecie", ale czasem obowiązki wymuszają, że ktoś musi odbić z drogi i wrócić przed osiągnięciem celu. Ale pozostaliśmy w łączności telefonicznej - to coraz częściej pokazuje mi, jak dobrze mieć bliskich ludzi, którzy dzielą nasze pasje, z którymi dobrze spędza się czas - choć bywa że i na odległość.







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz