poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Pomorze 2017 - Dzień V: Rowy - Łeba

41,33 km + moja jazda w poszukiwaniu noclegu po Łebie i okolicach; mniej więcej 7 km



Pobudka w Rowach. Cieszyło mnie, że świeci słońce i możemy się zbierać... Ale jak się okazało, moje myślenie o szybkim wyruszeniu w drogę zderzyło się z... realiami :( W Rowach zahaczyliśmy o dłuuugie śniadanie, po czym udaliśmy się w kierunku, w jakim prowadził nas GPS - czyli w pierwszej kolejności tam, gdzie piękne i duże jezioro Gardno. To był przyjemny odcinek trasy - pogoda sprzyjała, droga biegła w zieleni, więc słońce nie przypiekało, dotarliśmy do granicy Słowińskiego Parku Narodowego.








Pierwszą atrakcją tego dnia była Latarnia Morska w Czołpinie. Tym razem nie wjechaliśmy rowerami, bo było mega wysoko i dużo piachu, zostawiliśmy nasze rumaki spięte do drzew i wdrapaliśmy się (naprawdę męczące to było) na górę. Z latarni rozpościerał się piękny widok - lubię takie latarnie, które nie stoją przy samym prawie brzegu tylko właśnie głębiej, wtedy patrzymy z góry nie tylko na morską toń, ale i na piękne okolice pełne zieleni - a w przypadku Czołpina na Wydmę (jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy, ze będziemy się przez ta wydmę przedzierać niczym karawana przez pustynię).




Przeprawa przez Wydmę Czołpińską to był MEGA wyczyn - szczególnie kiedy się szło rowerami tak obładowanymi bagażem - na zdjęciach tak tego nie widać ale.... no powiem, że jestem dumna, że tego dokonałam :) :)  Myślę, że panowie też :)












Następny etap wcale nie był taki super łatwy - 23 km plażą... jazda w takim terenie wcale nie należny do prostych, lekkich i przyjemnych (ale jeśli o przyjemność chodzi, to w sumie nareszcie mogłam poobcować więcej z morską wodą, mieć frajdę z faktu, że jadę rowerem w morzu, no i złapać sporo wit D3 i jodu...). Rowery po wyjściu na ląd wyglądały..... masakryczni. Łatwo to sobie wyobrazić.










W Łebie byliśmy już zmęczeni bardzo, chłopaki zabukowali się na placu z namiotami a mnie nie pozostało nic innego, jak szukać noclegu.... To był dla mnie taki dość kryzysowy moment, ale nie chcę wspominać tego, co niemiłe... 

Koniec końców, po objechaniu Łeby, obdzwonieniu masy miejsc (znaleźć nocleg w Łebie, na jedną noc, dla jednej osoby, w cenie jaka nie zrujnuje doszczętnie to graniczy z cudem...), udałam się w kierunku następnej wsi, żeby tam szukać (miałam przed sobą powoli widmo żebrania o nocleg w tamtejszej parafii, spanie "pod chmurką" albo jazdę na wariata całą noc w dalszą trasą, sama... ). 

Okazało się jednak, prawie w ostatnich chwili, kiedy na dworze już było bardzo mroczno, że Niebieski Ojciec zatroszczył się o mnie pokierował mnie pod pensjonat, który wcześniej dwa razy ominęłam, bo byłam pewna, że drogo. To był wspaniały nocleg, niesamowicie wypoczęłam, właściwie w domowych warunkach i za bardzo korzystną ceną (choć właścicielka podając ją chyba była zmieszana bo uważała, że to dużo....). 
Polecam każdemu - Nowęcin, ul. Łebska, sąsiedni dom przy pensjonacie Krystyna ;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz