Decyzja żeby pojechać do Ogrodów Kapias zapadła tak chyba bardziej z pragnienia serca niż z rozsądnego przemyślenia... Dlaczego? To proste... Środek wyjątkowo upalnego lata, temperatura mogła zagotować krew w żyłach, możliwości czasowe mające ograniczenie porą koniecznego powrotu przedwieczornego...
To było istne szaleństwo... Ale warte zmęczenia, spalonych słońcem pleców (moich oczywiście - na szczęście miałam pomocnego towarzysza, który zawsze jest przygotowany na podobne ewentualności i wszystkie spieczenia zostały w mgnieniu oka posmarowane odpowiednim specyfikiem)
Po dotarciu na miejsce przyjemnie było odpocząć spacerując po ogrodach - choć dla mnie było to za krótko. Dla ochłody nawodniliśmy się sokiem prosto z lodówki - takim bardzo naturalnym bo wyciskanym a nie z kartoników, zjedliśmy coś na słodko i trzeba było wracać.
W drodze powrotnej GPS poprowadził nas tak dziwnie, że znaleźliśmy się.... prosto nad brzegiem wód zbiornika w Goczałkowicach. Przy okazji gdzieś na polnej drodze mój towarzysz złapał gumę i to dość fatalnie, bo duży ostry przedmiot docierając do dętki najpierw zrobił niezłą dziurę w oponie, w której mocno się zakleszczył. Zaowocowało to dość ciekawym doświadczeniem wymiany dętki - a to z kilku powodów - podzielę się tylko jednym: nastąpiła ona na podwórzu jednego z gospodarstw tak "na zapukanie do drzwi"... chyba nam dobrze z oczu patrzyło, że nas tak przyjęli...
Ludzie miewają naprawdę dobre serca, bywają pomocni i bardzo życzliwi... No i dzięki temu mogłam doświadczyć, że nawet tak prozaiczna czynność, jak mocowanie opony na obręczy koła zbliża do siebie - drobnymi gestami, które pozostają w sercu.
Na wysokości Jankowic, czyli już praktycznie prawie "w domu", miałam solidny kryzys - upał i dużo jazdy pod górę spowolniło wydolność mojej "pompki" i musiałam porządnie odetchną w cieniu, żeby krążenie zaczęło współgrać z przepływem powietrza przez moje płuca.
Reszta drogi to już była formalność. Mój towarzysz zdążył, żeby zająć się swoimi obowiązkami a ja mogłam rozkoszować się chłodnym prysznicem i leżeniem w słodkim nieróbstwie, popijając piwo (zasłużyłam sobie po takim wyczynie)
To był wspaniały dzień - jeden z takich lepszych... choć bez "dokumentacji graficznej".
To było istne szaleństwo... Ale warte zmęczenia, spalonych słońcem pleców (moich oczywiście - na szczęście miałam pomocnego towarzysza, który zawsze jest przygotowany na podobne ewentualności i wszystkie spieczenia zostały w mgnieniu oka posmarowane odpowiednim specyfikiem)
Po dotarciu na miejsce przyjemnie było odpocząć spacerując po ogrodach - choć dla mnie było to za krótko. Dla ochłody nawodniliśmy się sokiem prosto z lodówki - takim bardzo naturalnym bo wyciskanym a nie z kartoników, zjedliśmy coś na słodko i trzeba było wracać.
W drodze powrotnej GPS poprowadził nas tak dziwnie, że znaleźliśmy się.... prosto nad brzegiem wód zbiornika w Goczałkowicach. Przy okazji gdzieś na polnej drodze mój towarzysz złapał gumę i to dość fatalnie, bo duży ostry przedmiot docierając do dętki najpierw zrobił niezłą dziurę w oponie, w której mocno się zakleszczył. Zaowocowało to dość ciekawym doświadczeniem wymiany dętki - a to z kilku powodów - podzielę się tylko jednym: nastąpiła ona na podwórzu jednego z gospodarstw tak "na zapukanie do drzwi"... chyba nam dobrze z oczu patrzyło, że nas tak przyjęli...
Ludzie miewają naprawdę dobre serca, bywają pomocni i bardzo życzliwi... No i dzięki temu mogłam doświadczyć, że nawet tak prozaiczna czynność, jak mocowanie opony na obręczy koła zbliża do siebie - drobnymi gestami, które pozostają w sercu.
Na wysokości Jankowic, czyli już praktycznie prawie "w domu", miałam solidny kryzys - upał i dużo jazdy pod górę spowolniło wydolność mojej "pompki" i musiałam porządnie odetchną w cieniu, żeby krążenie zaczęło współgrać z przepływem powietrza przez moje płuca.
Reszta drogi to już była formalność. Mój towarzysz zdążył, żeby zająć się swoimi obowiązkami a ja mogłam rozkoszować się chłodnym prysznicem i leżeniem w słodkim nieróbstwie, popijając piwo (zasłużyłam sobie po takim wyczynie)
To był wspaniały dzień - jeden z takich lepszych... choć bez "dokumentacji graficznej".

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz