Myślę, że zastosowałam się do wszelkich wymogów jakie wczoraj zapodał nam Premier.
Spokojnie, nie jako sport (co widać po średniej prędkości, która daaaawno nie była tak licha), przewietrzyłam się i nasłoneczniłam, dla zachowania osobistego zdrowia psychicznego.
W pełnej IZOLACJI od kogokolwiek.
Przypominam, że trawa, ptaki, drzewa nie są nośnikiem wirusów, więc jeśli ktoś planuje tu HEJT w komentarzach, to proszę sobie darować.
;)
Za dużo pisać mi się nie chce, ale generalnie to BARDZO tego potrzebowałam.
W związku z tym melduję, że świat istnieje, wiosna przebiera nogami niecierpliwie oczekując by wybuchnąć całym swoim pięknem
- niebo błękitne, z pięknymi białymi piankami gdzieniegdzie,
- ptaki śpiewają, ganiając się między drzewami (bażanty w trawie biegają)
- wiatr lekko pogania fale między jednym a drugim brzegiem,
- rzepak zaczyna pachnieć, mimo iż do rozkwitu jeszcze nieco mu potrzeba,
- pola zazieleniły się już w dość dużej mierze,
- drzewa pączkują, niektóre nawet wypuściły kwiatki (cudo!),
- można napotkać pierwsze w sezonie mleczyki,
- od czasu do czasu coś bzykło koło ucha (czyżby pszczoły w ulach stojących nieopodal zaczynały się budzić?)







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz